Serwis internetowy Gminy Sulkowice wykorzystuje COOKIES

sejm2019-logo

 

czyste powietrze logo

Jakość powietrza

 powietrze

Gospodarka nieruchomościami

Dla przedsiębiorców


ceidg

ePUAP

Elektroniczna
Skrzynka Podawcza

(wymaga konta na platformie ePUAP)



V Jarmark Sułkowicka Jesień Drukuj Email
środa, 05 września 2012 10:25, odsłon: 1098

miniaturkaKameralnie i swojsko

Coraz więcej osób chętnie spędza pierwsze niedzielne popołudnie września na targu "Zielona Podkowa" w Sułkowicach. Jarmark "Sułkowicka Jesień" ma własny klimat - kameralny, swojski, ze szwarcmydłem i powidłem, a jak się dobrze przyjrzeć, to nawet dziada z babą na nim nie brakuje.

Jarmark pomyślany jest jako możliwość zaprezentowania się mieszkańcom przez firmy działające na naszym terenie, lub starające się o klienta na naszym rynku. Nie ma żadnych ograniczeń - od produktów rolnych i spożywczych, przez urządzenia, po wyroby artystyczne, tradycyjne i regionalne. Prezentują się na nim także stowarzyszenia i organizacje działające na terenie gminy, placówki kulturalne, osoby prywatne, które chcą się podzielić swoją pasją. Każdy ma możliwość. I wcale nie jest najważniejsze, ile się na tym jarmarku uhandluje, lecz to, jak wielu się zdoła zachwycić. Niejeden konstatował: To coś takiego mamy?, Jest u nas?, Można to kupić?


Przez żołądek na jarmark

Jarmark to szczególny benefis naszych gospodyń z całej gminy. Ich stowarzyszenia z poszczególnych miejscowości rozkładają swoje stoiska i częstują specjałami tak znakomitymi, że tylko palce lizać. A wszystko to w pięknej scenerii bogatych i pomysłowych jesiennych dekoracji. Niewątpliwie są magnesem, który niejednego gościa przyciągnął na tę imprezę.

Smakoszy cieszyły także stoiska z geesowskim chlebem w ogromnym wyborze, miodami z własnych pasiek, owocami, serami pasterskimi i innymi smakołykami. Można było kosztować i kupować. Lokalne wyroby wsparli wystawcy z okolicznych gmin, a nawet z gminy Niedźwiedź i Mszany Dolnej.

 

Coś dla oka, ucha i ducha

Obok stoisk z czyś do jedzenia na Jarmarku prezentowali się artyści i rzemieślnicy. Można było podziwiać, kupować i zamawiać hafty, rzeźby, obrazy i dekoracje, świece z prawdziwego wosku w różnych wzorach, artystyczne wyroby kowalskie, a także narzędzia i urządzenia przydtane w domowych ogrodach. Swoje stoisko rozłożyła także Gminna Biblioteka Publiczna, promując nowości w księgozbiorze biblioteki, a także wydawnictwa własne na temat naszego regionu. Jak gorąca bułeczka, prosto z drukarni, zalecała się książka przygotowana przez dyrektor Małgorzatę Dzidek i księgową biblioteki Bogusławę Michalik Górkę o kapliczkach na ścieżkach sułkowickiej ziemi. Książka jest plonem cyklicznych wystaw fotograficznych przygotowywanych przez obydwie panie w Izbie Tradycji. Do fotografii dodany został opis, osadzający każdą z prezentowanych kapliczek w historii i tradycji regionu.

Na jarmarkowej scenie prezentowali się adepci śpiewu i gry z ośrodka kultury pod artystycznym kierownictwem Mateusza Pitali. Najpierw wystąpiła grupa dziecięca, która jest tak młoda, ze jeszcze nie dorobiła się nazwy, ale - jak twierdzi Mateusz - są pomysły i już wkrótce zostanie wybrana ta najtrafniejsza. (Swoją drogą słyszeliśmy, że o tych dzieciakach mówią na co dzień "Dzieci Chudego" - może tak zostanie. Nam się podoba.) Dynamiczne i żywiołowe dzieciaki w wielu od przedszkola do III klasy szkoły podstawowej zaprezentowały się w najbardziej przez nie lubianym repertuarze Arki Nowego oraz wykonały pieśń powstańczą Warszawskie Dzieci w aranżacji Mateusza Pitali. Było wesoło, kolorowo i optymistycznie. Gorąco oklaskiwała je jarmarkowa widownia przed sceną, a dziewczęta z urzędu miejskiego częstowały je cukierkami, pierniczkami i soczkami - na regenerację nadwerężonych gardeł.

W trakcie koncertu na krawężniku obok sceny siedziała sobie skromnie czwórka młodych ludzi. Jak się później okazało, byli to gitarzyści, o dużym potencjale, którzy uraczyli widownię porcją muzyki gitarowej oraz przebojami takich zespołów, jak m.in. The Beatles i Guns N'Ross. Ilona Oliwa, Jola Kania, Wiktoria Mielecka i Dawid Zadora są uczniami gimnazjum i szkół średnich. Ilona i Jola pokazały ponadto, ze nie tylko grać, ale i śpiewać potrafią jak mało kto. Rozrywki obecnym dostarczył również zespół Soldier Band z Pawłem Oliwą – jednym z członków orkiestry dętej z Sułkowic, który do końca imprezy przygrywał muzykę weselno - zabawową.

 

Na skrzydłach

Nasz sułkowicki oddział hodowców gołębi pocztowych należy do najlepszych w Okręgu Krakowskim PZHGP - a jest to jeden z najmocniejszych okręgów w Polsce. Są też najliczniejszym stowarzyszeniem w naszej gminie. A mimo to mało się o nim wie. Tradycyjnie, jak to dawniej bywało, hodowcy gołębi trzymają się z boku, przeświadczeni, że nikt się nimi za bardzo nie interesuje. Zapraszają burmistrza na podsumowanie sezonu, on funduje jakiś puchar i na tym koniec. Tym bardziej należy docenić fakt, że w tym, roku dali się zaprosić na Jarmark i zapewnili mocny akcent w postaci wypuszczenia gołębi. Nad targiem Zielona Podkowa poszybowały ptaki młode, które wylęgły się z jajek jeszcze tej wiosny i dorosłe, które już zdobywały dla swoich hodowców cenne tytuły. Młode przywiezione zostały niemal prosto z lotu. Hodowcy obiecują, że będą się powoli włączali we wspólny nurt życia stowarzyszeń naszej gminy. Powinniśmy się nimi chlubić. Najwyższy czas, byśmy się o nich więcej dowiadywali.

 

Takie słyszy się rozmowy

***

- Jaka pyszna ta chrzanówka! A u mnie w domu, to tylko na Wielkanoc gotują.

- Bo to wielkanocna tradycja. Ale jak mamy promować nasz produkt tradycyjny? Raz do roku? No to gotujemy przy każdej okazji, żeby się chwalić sułkowicka krzonówką na liście Ministra Rolnictwa. Nawet programy w radio i telewizji o naszej krzonówce robią redaktorzy.

- Ojej, nie wiedziałem.


***

- Ale imprez w tym roku! A za tydzień coś będzie?

- Za dwa tygodnie jedziemy do Krakowa. Z panią Danusia od emerytów.

- A co to będzie?

- Taka impreza, na która pojedzie 10 autobusów z naszej gminy. Emeryci i dzieci, i gospodynie. Razem z "Gwiazdkową Niespodzianką" pani Danusia Sołtys to organizuje.


***

- Widziała pani naszą nową książkę? Prosto z drukarni.

- Jaka śliczna. Cieszę się że ja wydałyście, bardzo ważne, że jest.

- A napisze pani o niej w "Klamrze"?

Jasne, że napiszę! Już piszę.

Można ją kupić w bibliotece za symboliczne pieniądze. Warto.


***

- Ależ ten Mateusz Pitala się uaktywnił! I Appassionatę prowadzi, teraz dzieci, gitarzyści! Jak się z nim pani Zosiu pracuje?

- Fantastycznie. To znakomity chłopak, świetnie sobie radzi z ludźmi. Bardo lubię przychodzić na próby chóru. Odświeżył skład, przybyło młodych głosów, a wszyscy się razem bardzo dobrze czujemy. Ma charyzmę.


***

- Czy myśli pan może o jakimś własnym repertuarze grupy dziecięcej?

- Jak najbardziej. Ale na początek starałem się zachęcić dzieci tym, co się sprawdziło i co dzieci bardzo lubią - czyli Arka i Dzieci z Brodą. Chętnie przychodzą na próby, cieszy je to. Ale oczywiście chcemy z czasem wypracować coś własnego.

- To jest zamknięta grupa?

- Ależ skąd. Zapraszamy wszystkie chętne dzieci na nasze próby do Ośrodka Kultury. I nie tylko dzieci.

- Mówi pan o gitarzystach?

- Tak. Mamy sporą grupę całkiem dobrze grających gitarzystów. Na początek sam ich trochę uczę grać na gitarze akustycznej, klasycznej i elektrycznej. Jeśli połkną bakcyla, okaże się, że mają talent i ochotę, to rozwijają się dalej, część z nich decyduje się na lekcje w szkole muzycznej. Mamy w tej chwili 6 grup gitarowych - zależnie od stopnia zaawansowania.

- Appassionata, grupa dziecięca, gitarzyści - gdzie was można posłuchać?

- Najbliższy będzie koncert na inaugurację roku kulturalnego w GOK. Ale też nagraliśmy wspólną płytę, którą można nabyć w ośrodku kultury.

- A co myślicie o scenie amfiteatru? Na otwarciu bardzo fajnie brzmiała muzyka na tej scenie - dosłownie niosła się po wodzie.

- Bardzo ciekawa propozycja. Trzeba się będzie jej przyjrzeć.

- Znakomicie, bo marzą mi się koncerty w naszym nowym parku rzecznym.


***

- A te gołębie, to one się wam nie pogubią, jak je wypuścicie?

- No co też pan! Te tutaj mają już na koncie nawet przyloty z Niemiec. To jest właśnie ten fenomen gołębia pocztowego, który nas tak fascynuje.

- A jak pan im mówi, że mają lecieć do Niemiec?

- No nie, aż tak dobrze nie jest. Do Niemiec i do wszystkich innych miejsc, z których odbywają się loty, wozimy je samochodem wyposażonym w specjalne kabiny. Tam je wypuszczamy, a one zawsze wracają do swojego gołębnika. Jak z Niemiec przyleciały, to z Zielonej też trafią.


***

- Gazdo! Gazdo!

- Ja?

- No przecie, do was mówię. To wy macie góralskie ubranko, no nie?

- A, prawda.

- O te rzeźby chcieliśmy zapytać. Bo potrzebuje takie specjalne do domu. Można zamówić?

- To zależy, o co państwu chodzi. Ja robię głównie rzeźby figuralne. Proszę zobaczyć...

(oj, coś ten gazda językiem z ASP gada)


***

- Sołtysie, zrobi pan sobie zdjęcie ze swoimi gospodyniami?

- A pewnie? Tylko czy mnie zechcą?

- Co mają nie chcieć? Niech się pan do nich zapisze?

- Ale jak? Przecie ja chłop.

- No to co? W Sułkowicach do stowarzyszenia należy burmistrz i wiceburmistrz. Od samego początku. Żeby podkreślić, jakie to ważne, że jest to stowarzyszenie.

- Nie wiedziałem! No to róbmy to zdjęcie.

- Ale żeby też nasz dziad z babą na nim byli.

 

 

Podsłuchiwała i rozmawiała

Anna Witalis Zdrzenicka


Wejście do galerii zdjęć