Szkolenie ROPS w Podkówce Drukuj
piątek, 03 października 2014 08:56, odsłon: 797

rops szkolenieWymarzony temat

Czy Sułkowice i Harbutowice mogłyby pokusić się o stworzenie wioski tematycznej? Jaki temat? Po co taka wioska? Co nam to niby miałoby dać? I w ogóle co to jest? - Na te i jeszcze wiele innych pytań udzielali sobie odpowiedzi uczestnicy szkolenia zorganizowanego w siedzibie Spółdzielni Socjalnej Podkówka w Sułkowicach przez Regionalny Ośrodek Pomocy Społecznej w Krakowie. Szkolenie prowadził i pracę w zespołach moderował Krzysztof Niziołek ze Stowarzyszenia Promocji Kultury i Edukacji "Rabkon", a zarazem ze Spółdzielni Socjalnej SPRING. - Propozycja przeprowadzenia szkolenia przez ROPS na terenie "Podkówki" jest formą wyróżnienia i docenienia pracy naszej Spółdzielni Socjalnej oraz dobrego klimatu dla polityki społecznej w naszej gminie - mówi szefowa "Podkówki" Monika Lempart.
W szkoleniu wzięli udział przedstawiciele organizacji i instytucji gminnych zajmujących się polityką społeczną i promocją na naszym terenie.
Zaproszona też została redakcja "Klamry", dlatego mogę powiedzieć: I ja tam byłam, na wielkich kartkach gryzmoliłam i o tym co tam było chętnie zaświadczyłam…

 

Co za wioska?

- można by zapytać. My tu świętujemy 45-lecie miasta, a ktoś nam wyskakuje z tworzeniem wioski.

Otóż wioska tematyczna to - jak głosi Wikipedia - kompleksowy projekt mający na celu ożywienie gospodarki poprzez integrację lokalnej społeczności wokół zagadnień związanych z określonym produktem, usługą lub kulturą danego regionu. Miejscowość, której rozwój podporządkowany jest konkretnemu pomysłowi, stanowiący swoisty produkt turystyczny, wokół którego tworzone są sposoby na alternatywne dochody mieszkańców.

W Małopolsce mamy dwie takie wioski, z czego pierwsza to pobliski Głogoczów - wieś jak dzwon.

Oczywiście pomysł nastawiony jest na stworzenie atrakcji turystycznej przyciągającej gości, którym dany temat trafi do przekonania i w gusta. Są na świecie wioski czarownic i wioski orzecha, wioski country i Indian, Słowian, fantasy, wioski, w których panuje duch odnawialnej energii i takie, które np. kultywują truskawkę. Dlaczego u nas nie miałoby być…

No właśnie, czego?

 

Jaki temat? Kowalstwo oczywiście

Na pytanie prelegenta o możliwy temat dla Sułkowic, odpowiedź sama ciśnie się na usta. No bo niby jaki temat miałby dominować w Osiedlu 1000 kowali. Nie musimy niczego wymyślać - mamy gotowe, podarowane przez historię i tradycję. Harbutowice tez się zresztą doskonale w tę tradycję wpisują, bo ani starych kuźni wolnostojących i w domach, ani reliktów kowalstwa na ich terenie nie brakuje.

Powiedzieć łatwo, wykonać znacznie trudniej. Przecież to marzenie Towarzystwa Przyjaciół Sułkowic Kowadło - żeby stworzyć w Sułkowicach kowalski skansen. Dzięki darowi Bogdana Kowalcze i zbiorom Izby Tradycji mamy już niemało wspaniałych eksponatów.  Ale potrzebne są do tego pomieszczenia, teren, pieniądze. Daleka droga.

Z drugiej strony dojrzewa do wcielenia pomysł Wiesława Flejtucha, by wybudować karczmę kowalską przy Przełęczy Sanguszki. Strasznie długo trały procedury wprowadzenia zmiany w planie zagospodarowania (musiało przejść nawet przez ministra rolnictwa), ale już jest wszystko, co trzeba i karczma będzie. Ale czy to wszystko wystarczy, by stworzyć atrakcję turystyczną?

 

Czego nam potrzeba?

Okazuje się, ze na tym właśnie polega idea wioski tematycznej, że w jej tworzenie włącza się wiele podmiotów. Jeden tworzy temat i coś wokół tematu i propaguje to wśród miejscowej ludności. Jeśli temat chwyta, włączają się inni - ze swoimi pomysłami. Ważne, by były to pomysły na temat. 

Nad tymi zagadnieniami pochylały się zespoły robocze, szukające mocnych i słabych stron, szans i zagrożeń, określające potencjał naszego środowiska i jego potrzeby.

 

Czy mamy szansę?

Oczywiście, że tak. Sam temat, który naturalnie i bardzo silnie się wiąże z naszą okolicą to wielki skarb, zwłaszcza że ludzie u nas naturalnie się z tym tematem identyfikują i bardzo dużo na ten temat wiedzą. May też inne atuty, takie jak znakomite położenie - bo blisko do Krakowa, a pejzaż już beskidzki, piękny. Poza tym przez nasze tereny przechodzą szlaki turystyczne i pielgrzymkowe. Nasz gość już tu jest. Trzeba go tylko zatrzymać w drodze. Zaproponować mu coś, co go zaciekawi, ucieszy. Coraz więcej pojawia się takich atrakcyjnych obiektów w ostatnich latach. Mamy dla odwiedzjących zalew i wyciąg narciarski. Mamy produkt regionalny sułkowicką krzonówkę (oby ją przyrządzały wszystkie punkty gastronomiczne na naszym terenie!). Mamy w gminie  tysiącletnie cisy i Diabelski Kamień, 300-letnią karczmę i przepiękny dwór.

 

Nasze puzzle

Jakby się dłużej nad tym tematem zatrzymać, to można by wymienić naprawdę wiele elementów, które warto połączyć. Na razie są one jak rozsypane puzzle. Nikt nie powie, że jeden puzzel z kawałkiem np. nosa jest pięknym obrazem. Dopiero po połączeniu puzzli w całość widać, czy jest to kawałek nosa pięknej królewny, czy zabawnego krasnala. Nasze atrakcje, każda z osobna, nas cieszą, bo rozumiemy ich znaczenie i wartość, ale dla przybysza nie są wystarczająco atrakcyjne, by do nas przyjeżdżał. Wysłucha, obejrzy obrazki, grzecznie pochwali, ale na tym dość. Dopiero gdy z tych elementów powstanie ciekawa całośc - pofatyguje się osobiście.

 

Po co nam goście?

- można by zapytać. Tyle lat zżyliśmy tu sobie bez obcych, bez turystów i było. Na tak, ale czasy się zmieniają. Tyle lat uprawialiśmy ziemię i dało się przeżyć. A dziś? Takie przeżycie z roli na naszym terenie ani na miarę potrzeb, ani aspiracji. Możemy oczywiście podjąć decyzję, ze nasz teren stanie się sypialnią dla Krakowa. Ale - jak się okazuje - nie jest to jedyne rozwiązanie. Można stworzyć coś, co da nam na miejscu prace i godziwy byt. I pozwoli się chlubić własną tradycją. Na miarę marzeń i aspiracji.

Mamy potencjał. Warto z niego korzystać.

 

(awz)